MSE

Mazowiecki Sojusz Energetyczny

Baza wiedzy i aktualności o energii odnawialnej

Aktualności Drukuj Drukuj Small Medium Large

KATEGORIE: BiogazBiogaz

Biogazownie rolnicze w Polsce na skraju bankructwa

Dodano Czw., 19/12/2013 - 09:18

Główne przyczyny, dla których biogazownie rolnicze w naszym kraju przynoszą obecnie straty, to wciąż dużo niższe niż w zeszłych latach ceny zielonych certyfikatów (w biznesplanach tych inwestycji zakładano wzrost ich cen), wygaszenie z początkiem 2013 r. żółtych certyfikatów oraz ciągły brak ustawy o odnawialnych źródłach energii. Miesięcznik "Rolnik Dzierżawca" poświęcił ostatnio temu problemowi obszerny artykuł pt. "Spółki na zakręcie", któremu dał nadtytuł: "Właściciele biogazowni nie są w stanie spłacać kredytów". Czasopismo opisuje m.in. tragiczną sytuację, w jakiej znalazła się biogazownia rolnicza w Grzmiącej, jedna z najlepszych w kraju, uchodząca za wzorcową. Przynosi ona obecnie aż 3 mln zł strat rocznie. By je zmniejszyć, właściciel instalacji – koszalińska firma Bio-Energetyka - zrezygnował w ramach oszczędności z kukurydzy jako surowca (choć w okolicy jest jej w bród i tamtejsi rolnicy bardzo chętnie by ją dostarczali), zastępując go tańszym wsadem: odpadami, w tym gnojowicą. Mimo to wciąż ma bardzo poważne problemy ze spłacaniem kredytu zaciągniętego na budowę tej biogazowni.

Jak pisze "Rolnik Dzierżawca", równie duże straty biogazowy biznes przynosi należącej do duńskiego kapitału spółce Poldanor, która jako pierwsza zaczęła budować w Polsce biogazownie rolnicze (obecnie ma ich siedem). Benny Laursen, konsultant Poldanoru ds. biogazu, mówi, że rada nadzorcza tej spółki rozważa wszystkie możliwe rozwiązania, łącznie z wygaszeniem produkcji w jej polskich biogazowniach i ich zamknięciem.

W tym miejscu warto dodać, że jedna z firm, która budowała w Polsce biogazownie rolnicze, katowicka BGE, już zbankrutowała. Sąd ogłosił jej upadłość w drugiej połowie listopada. Była w tak złej sytuacji finansowej, że sama wystąpiła do sądu o ogłoszenie jej upadłości.

Nic więc dziwnego, że inwestorzy, którzy planowali w naszym kraju budowę kolejnych biogazowni rolniczych, od miesięcy wstrzymują się z tymi inwestycjami – nawet ci, którzy mieli już bardzo zaawansowane projekty i dostali na nie duże dotacje. Jak informuje portal Farmer.pl, w tej grupie jest m.in. Marek Domin, właściciel dużej fermy trzody chlewnej z Mazur. W kwietniu tego roku podpisał umowę z Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie, na mocy której miał otrzymać dotację na budowę biogazowni rolniczej o mocy 0,5 MW we wsi Rozogi, gm. Sorkwity (instalacja miała być zasilana kukurydzą oraz gnojowicą i ogrzewać swym ciepłem budynki chlewni). Załatwił też wszelkie inne formalności. Pozostało mu tylko wybrać wykonawcę budowy, ale na razie z tym się wstrzymał, właśnie ze względu na trudną sytuację istniejących biogazowni rolniczych w Polsce i brak ustawy o odnawialnych źródłach energii (wciąż nie wiadomo, na jakie ostatecznie wsparcie będą mogły liczyć instalacje biogazowe).

Farmer.pl konkluduje, że w obecnych warunkach nie opłaca się budować w Polsce tego typu biogazowni. Cytuje Tadeusza Szalewskiego z Poldanoru, który twierdzi, że dziś w Polsce nie da się zarabiać na produkcji biogazu rolniczego. Jego zdaniem jedyne inwestycje, jakie dziś można brać pod uwagę, to instalacje, mające na celu utylizację gnojowicy z własnego gospodarstwa.

Portal dodaje, że zaistniałej sytuacji nie naprawi ogłoszony niedawno kolejny projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii, przynajmniej w jego obecnym kształcie. Farmer.pl powołuje się przy tym na opinię Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej (PIGEO). Biogazownie są pod wieloma względami lepsze od elektrowni wiatrowych, wodnych, fotowoltaicznych (choćby dlatego, że w przeciwieństwie do nich mogą produkować energię bez przerwy), ale i od kotłów na biomasę. Problem polega na tym, że z drugiej strony są one najdroższym w eksploatacji odnawialnym źródłem energii (dostawa surowca) i zarazem jednym z najbardziej kosztownych w budowie. To dlatego w nowym systemie wsparcia energetyki odnawialnej, który ma wprowadzić wyżej wspomniana ustawa, biogazownie będą na przegranej, dużo gorszej niż np. wiatraki, pozycji. W owym systemie wsparcie mają bowiem dostawać – w drodze przetargów – te planowane elektrownie, które wyprodukują energię najtaniej.

Polska Izba Gospodarcza Energetyki Odnawialnej ma jednak nadzieję, że autorzy projektu ustawy poprawią te mankamenty i zaproponują inne – poza ceną energii – kryteria brane pod uwagę podczas przetargów. Jednym z nich powinny być – zdaniem PIGEO – dodatkowe korzyści społeczno-gospodarcze wynikające z planowanych inwestycji, a pod tym względem – w ocenie izby – biogazownie rolnicze nie mają sobie równych. W ich przypadku owe korzyści to m.in. "mniejsze straty energii na przesyle i dystrybucji z uwagi na lokalizację produkcję energii bliżej jej odbiorcy, wytwarzanie w tzw. trybie rozproszonym i możliwość lokalizacji źródła niemal w każdej gminie rolniczej". Biogazownie zapewniają również bezpieczną dla środowiska, proekologiczną utylizację wielu odpadów (produkują z nich biogaz i nawóz), a także "dają szansę napływu kapitału do gmin rolniczych" i pozwalają rolnikom poszerzyć ich źródła dochodów.

źródło: gramwzielone.pl

Komentarzy: 0.

Zaloguj aby móc dodać komentarz.
Jeśli nie posiadasz jeszcze konta zarejestruj się.
 
Zgłoś błąd na stronie
 

Dołącz do nas!

zaloguj się lub zarejestruj i korzystaj w pełni z naszego serwisu

zaloguj zarejestruj